Z pochodzenia jestem Kanadyjczykiem. Mój ojciec był zapalonym myśliwym i kiedy nieco podrosłem, zabierał mnie na polowania. To chyba nie wpływa dobrze na psychikę człowieka. Dosyć szybko zacząłem współczuć zabijanym zwierzętom. Zacząłem się zastanawiać jaka siła determinuje to, że akurat znalazły się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie, tylko po to, żeby jakiś myśliwy zabił je dla sportu. Zostałem wegetarianinem. Szybko jednak uświadomiłem sobie, że ta sama refleksja może odnosić się do ludzi. Też często giną przypadkowo. Później zauważyłem, że nie ogranicza się to tylko do śmierci fizycznej. Każde nieszczęście, jakie spotyka ludzi jest wynikiem przypadku.

Ten problem towarzyszył mi przez całe życie. Pragnąc go rozwiązać poszedłem na socjologię. Nie dała mi odpowiedzi. Może to wynik frustracji, że zacząłem się wtedy interesować hazardem. Hazardem w każdej postaci: karty, ruletka, a nawet giełda papierów wartościowych! Pech chciał, że miałem szczęście i nie mogłem doświadczyć przypadkowego upadku, poczuć go na własnej skórze. Zacząłem więc obserwować innych. Fascynowali mnie ci zrujnowani, mało tego: sam stawałem się coraz lepszy, żeby sprowadzać ludzi na dno i przyglądać się co się z nimi wtedy dzieje, a potem opisywać w moich książkach. Wtedy też wróciłem do mięsa.

Szczerze powiedziawszy, nie przepadam za herbatą. Lubię mocne smaki, szczególnie whisky i drinki na jej bazie. Mój ulubiony to kawa po irlandzku. Kiedy sam ją przyrządzam, to dodaję płatki migdałów dla smaku. Nie mogę jednak ciągle pić alkoholu. Bardzo często sięgam więc po Stormy Jack, czarną herbatę o smaku kawy irlandzkiej z dodatkiem migdałów. Jej mocny, surowy smak sprawia, że jest to właściwie jedyna herbata jaką lubię.

Piję natomiast bardzo dużo kawy. Kiedy piszę albo gram skupienie się jest potrzebne. Mam dwie ulubione kawy. Każda ma swoje miejsce w planie dnia. Przed rozpoczęciem pracy piję New York Coffee. Ona daje mi naprawdę fajnego kopa energetycznego, dzięki któremu mogę pokonać całe wrodzone lenistwo, poczucie braku sensu i inne wymówki, które kuszą każdego, żeby zszedł z raz obranej drogi.

Pracuję (to znaczy gram i piszę) dużo, więc potrzebuję stałych zastrzyków energii. W trakcie dnia piję więc Tokyo Coffee. Nie daje takiego kopa jak New York, ale przyjemnie rozgrzewa i sprawia, że czuję się dogłębnie wypełniony energią. Pozwala trzymać się na wysokich obrotach przez naprawdę długie godziny.