Kiedy byłam w liceum, chciałam zostać zakonnicą. Ksiądz wciąż mi mówił, że się nie nadaję ze swoim buntownictwem i skłonnością do poszukiwań duchowych inspiracji gdzie popadnie. Ale ja się uparłam i gdybym nie zakochała się w klasie maturalnej, pewnie resztę życia istotnie spędziłabym w zakonie.

Później rozsądni ludzie mówili, żebym wybrała jakieś studia gwarantujące świetlaną przyszłość. Kiedy nie przyniosło to skutków, namawiali mnie na jakiekolwiek „sensowne” studia. Ale ja znowu się uparłam i poszłam na taniec. Nie żałuję.

Medytuję od lat. W każdy sposób, rzeczywiście czerpię inspirację zewsząd. Myślę, że warto. Różne kultury wzajemnie się uzupełniają.

Rozsądni znajomi stawiali na to, że ani medytacją ani tańcem nie zarobię na życie. Mylili się. O palpitacje serca przyprawiłam ich jednak, kiedy oświadczyłam, że poświęcę się pracy społecznej. Nie jest to moje główne zajęcie, ale istotnie spędzam kilka godzin tygodniowo z bezdomnymi, alkoholikami, czy chorymi. Nic z tego nie mam, ale strasznie mi szkoda tych ludzi. Chciałabym ich jakoś podźwignąć z dna, na którym się znaleźli.

Uwielbiam też herbatę. Tylko, że tak jak wszystko, tak samo herbatę muszę pić inną niż wszyscy. Dla smaku pijam Hipstea, po prostu dlatego, że mieszanka owoców jaką w sobie zawiera doskonale współgra z moimi kubkami smakowymi.

Przed medytacją koniecznie Yasmeen Green. To zielona herbata, pomaga w relaksacji i uspokojeniu umysłu. Jaśminowy aromat przenosi mnie mentalnie w orientalne ogrody. Nie zmieniłabym jej na żadną inną.

Staram się też dbać o zdrowie, a tutaj oprócz zielonej herbaty dobrze jest pić również rooibos. Uwielbiam taki o posmaku cytrusowym, Transparentea. Może to faktycznie smak, a może to dlatego, że kiedy przyrządzam napar, to z pudełka uśmiecha się do mnie Matka Teresa i przypomina, żebym nigdy nie zapominała o młodzieńczych ideałach.

Pić kawy na ogół nie potrzebuję. Prowadzę spokojne, zorganizowane życie, ze zmęczeniem poradziłam sobie przyzwyczajając organizm i umysł do określonego rytmu dnia. Kawę pijam więc tylko dla rozrywki, a właściwie podczas popołudniowych deserów z moim chłopakiem. Nie akceptuję żadnej innej jak tylko Paris Coffee o smaku francuskiego likieru. Na początku Mateusz był chyba trochę zazdrosny o faceta na pudełku, ale szybko mu przeszło.